| Jacek Borowicz Wakacje z Akademią Życia
Pomysł na zorganizowanie wakacyjnych warsztatów był prostą konsekwencją
kilkuletniego funkcjonowania wrocławskiej Akademii Życia. Wyrwać się z
codziennej rutyny, oddalić się nieco od "zwykłego" życia i mieć naprawdę czas
dla siebie i dla ludzi, którzy - poprzez uczestnictwo w warsztatach i
spotkaniach otwartych stali się mi bliscy - to kusiło i, koniec końców,
doprowadziło do realizacji tej idei. Przez te lata udało się stworzyć podczas
tych wakacyjnych spotkań niezwykłą atmosferę w której wyzwala się potężna
energia rozwoju i poznania. Do legendy przeszły coroczne debaty nad tym, by na
kolejnej edycji obozu zaplanować mniej zajęć a więcej wolnego czasu - nawet
jeśli ten wolny czas pojawia się - bardzo szybko zagospodarowuje go
spontaniczna aktywność twórcza... Co nie umniejsza radości z bycia razem oraz
chęci do zabawy i śmiechu...
XVI obóz psychoedukacyjny Akademii Życia, Muchów
koło Jawora (znów…z przyjemnością) - sierpień 2009
…tak, bywają takie miejsca do których chce się
wracać... Na ogół każdy nasz warsztat wakacyjny
odbywał się w innym miejscu (no, dwa razy byliśmy w
Klenicy koło Sulechowa, także dwa razy w
Niedamirowie koło Lubawki). W Muchowie byliśmy więc
już także dwa razy, tu też odbywały się nasze
warsztaty weekendowe (wiosenne, andrzejkowe).
Coś jest w tym miejscu. Magia starego domostwa,
chyba jednak jakaś dobra historia zapisana w murach
tego pałacu… mimo braku luksusów, wykafelkowanych
łazienek w pokojach dobrze się tu mieszka.
Niebagatelne znaczenie ma „załoga”, tutaj na prawdę
można się poczuć jak w domu… i jest tu tzw. dobra
atmosfera, aura zachęcająca do tego by być blisko
siebie, by bezpiecznie otwierać się na siebie,
podejmować wyzwania pracy nad sobą…

Tak wyglądamy :)
Tak więc sierpień 2009 był naszym kolejnym wakacyjny
świętem. Przez te wszystkie lata wypracowaliśmy
sobie pewną spójną metodę pracy w zespole. Jako
trenerzy pracując ze sobą, prowadzący zajęcia od
wielu lat rozumiemy się i potrafimy tworzyć pewną
całość z preferowanych przez nas metod, podejść,
idei. Różnimy się, ale dzięki temu to co dzieje się
dla uczestników naszych warsztatów staje się po
prostu ciekawe i za każdym razem trochę inne. Tak
więc – będę się powtarzał – znów jak co roku
pracowaliśmy z ciałem i energia na zajęciach „jogi
bez przemocy” otoczeni czułą i uważną opieką
Kornelii Popek. Praca z ciałem stanowił bazę do
późniejszych całodniowych zajęć warsztatowych.
Ustawienia systemowe, inspiracje hellingerowskie,
elementy NLP to wszystko w „rękach” Jacka Borowicza
wyposażało nas w narzędzia i mapy użyteczne w pracy
nad rozwojem osobistym. Sesje grupowe dawały okazję
bezpiecznego otwarcia się na innych i doświadczania
siebie, pozwalały na łączenie się ze swoim
rodzinnymi korzeniami, na porządkowania swego życia.
Dzięki Pawłowi Trzcińskiemu i pracy z oddechem oraz
medytacji pogłębialiśmy kontakt z naszymi emocjami i
energia życiową. Wieczory znów były okazją do
zabawy, rozmów i inspiracji podczas wieczornych
projekcji filmowych. Miejsce w którym byliśmy
zapraszało nas do nocnych wypraw na wygasły wulkan,
do obserwowania gwiazd, przesiadywania przy ognisku.

Przyjemny popas nad jeziorem podczas wycieczki do
urokliwego wąwozu
Wędrowaliśmy wśród lasów, zanurzaliśmy się w ciszy
tajemniczych wąwozów, cieszyliśmy się tym, że
miejsce to, choć bliskie „cywilizacji” miast i dróg
pozostaje jednak na uboczu, nie odkryte i ciche. Cóż
więc dziwnego, że siedząc w kręgu podczas ceremonii
herbacianej kończącej ten pobyt postanowiliśmy
powrócić tu w następnym roku...
XV obóz psychoedukacyjny Akademii Życia - Muchów k/Jawora,
sierpień 2008
… w roku 2008 spotkaliśmy się (już po raz
piętnasty…, hej!) w małej wiosce Muchów niedaleko
Jawora, położonej w Parku Krajobrazowym „Chełmy”…
Miejsce niezwykłe i magiczne…, niby rzut beretem od
autostrady A4, blisko większych ośrodków miejskich
(Legnica, Wrocław), a jednak…, tłumy pędzą obok,
głównymi drogami, na Jelenią Górą, w Karkonosze,
mijając obojętnie ten rozległy obszar wzgórz,
powulkanicznych stożków i mrocznych, tajemniczych
wąwozów… Tam, na uboczu wioski, otoczony parkiem,
leży niewielki pałacyk (jeden z wielu w tej
okolicy) - budowla może z początku XX w. Może jest
to bardziej bogata willa, która cudem przetrwała
czas wojny, gospodarkę komunistyczną i nadejście
kapitalizmu. Pozostając dziś w rękach lokalnego
samorządu, jest jak na razie dostępna, z cenami na
„ludzką” kieszeń… A do tego z oddaną „załogą” pod
wodzą niezmordowanej pani Grażyny Chruściel… Warunki
dopominające się o remont - ale też stylowe
boazerie, drewniane stropy, kominki i piece oraz
mnóstwo miejsca na nasze zajęcia… Bo tych było jak
zwykle bez liku…

Pałac w Muchowie koło Jawora
Tradycyjnie nasze spotkanie zaczyna wspólna,
jednocząca nie znających się jeszcze ludzi, akcja
plastyczna… Pomysł ten pojawił się kiedyś dawno wraz
warsztatami mandali. Malowaliśmy więc na rozpoczęcie
naszych obozów mandale w różnych wersjach, tworząc
wspólnie rozmaite kompozycje plastyczne. W tym roku
jednak zasadziliśmy drzewo… Jego kontur umocowany do
ściany obrastał potem w indywidualne liście i kwiaty
malowane przez poszczególnych uczestników. A potem –
to już samo poleciało…
„Makabrycznie”
wczesnym porankiem szeregi śniących joginów,
skłonnych do bardziej ekstremalnej praktyki,
stawiały się w sali ziewając, by pod wodzą Leszka Kulmatyckiego witać wschodzące słońce… Jakiś czas
później dołączali ci mniej zdeterminowani a bardziej
początkujący, by pod kierunkiem Kornelii Popek
oddawać się „jodze bez przemocy”, łagodnie
zachęcając swoje ciała do elastycznego ruchu… Potem
gwarne śniadanie i po celebracji porannej kawy i
pogaduszek zajęcia w grupie pod kierunkiem Jacka
Borowicza. Była to przede wszystkim okazja do
intensywnej, indywidualnej samorozwojowej pracy
metodą ustawień Berta Hellingera. Popołudniowy blok
zajęć był bardzo różnorodny – Paweł Trzciński
odrywając nas od naszych rozgadanych umysłów
prowadził w świat ruchu, śpiewu i głębokiego
rebirthingowego oddechu – doświadczeń obywających
się bez słów i interpretacji… Wieczór to był czas
indywidualnych spotkań, tańca i szalonej,
nieskrępowanej zabawy. Wspólnie spotykaliśmy się
także w naszym duchowym „kinie” na pokazach
inspirujących filmów fabularnych i dokumentalnych.
Był to czas zarówno intelektualnej rozrywki,
kontemplacji sztuki, jak i dzielenia się uczuciami,
przemyśleniami.
Jak pisałem – byliśmy otoczeni przez niezwykle
piękne krajobrazy… Ponieważ, jak zwykle, obietnice
większej ilości wolnego czasu nie zostały
dotrzymane, wygospodarowaliśmy zaledwie parę godzin
na wędrówki po okolicy. Zwykłej przyjemności
obcowania z naturą - ale także szczypty mistyki -
dostarczyła nam wyprawa na górę Ostrzycę, dawny
wulkan, nazywany Śląską Fujiyamą, pradawne miejsce
kultu słońca. Korzystając z bliskości odwiedziliśmy
też położony w Świerzawie „kościółek św. Graala” –
romańską świątynię dekorowaną tajemniczymi
malowidłami…
Nasze tegoroczne spotkanie zakończyła tradycyjna
ceremonia herbaciana.Jest to nasz zwyczaj już od
wielu lat. Zapoczątkował ją kiedyś nasz przyjaciel i
nauczyciel jogi, Leszek Kulmatycki. Co roku w innej
oprawie plastycznej, otoczeni innymi dźwiękami (w
tym roku dominowały dzwonki shanti uzupełniane przez
misy tybetańskie), zasiadamy uroczyście w kręgu – to
znak, że cykl zdarzeń zapoczątkowany naszym
przybyciem tu domyka się, że dochodzimy do kresu tej
wspólnej wędrówki… Zaczynamy od medytacji – potem w
kręgu zaczyna krążyć czarka herbaty…, później na
znak mistrza ceremonii chętni wygłaszają swoje
haiku …no, może raczej nasze prywatne wariacje pod
hasłem haiku ;-)… czyli krótkie formy opisujące
nasze przeżycia i przemyślenia… Po tej poważniejszej
części następuje świętowanie, taniec, śmiech i
zabawa. Jutrzejszy dzień będzie przecież naznaczony
pożegnaniami, nostalgią, planami na następny rok –
ale teraz jeszcze jesteśmy wszyscy razem…
Trudno jest oddać atmosferę tych spotkań, trudno z
natłoku zdarzeń wyłowić te najistotniejsze. Moją
rzeczą jest oczywiście chwalić to przedsięwzięcie.
Dla siebie pozostawiam rozkosz porannych rozmów,
odczuwanie obecności grupy ludzi, którzy stali się
sobie bliscy (… ten niezwykły widok, kiedy stojąc z
boku mogę obserwować jak ze sobą rozmawiają,
spotykają się, nawiązują bliskie relacje), uczucie
wdzięczności za to, że mogłem im towarzyszyć w ich
drodze… Może kiedyś spotkam na niej i Ciebie?
Na koniec godzi się powiedzieć, że był to już nasz
kolejny wyjazd wakacyjny, perfekcyjnie zorganizowany
przez Agnieszkę Jurko.
XIV Psychoedukacyjny Obóz Akademii Życia -
Jodłów 2007
…tak,
byliśmy prawdziwie zagubieni na końcu świata, w
miejscu gdzie kończyła się droga i powoli zamierały
ślady ludzkiej obecności…tylko my, góry oraz liczne
stada zwierząt hodowlanych hasających po polach i
biorących udział w niektórych naszych
zajęciach…których jak zwykle było bez liku! Gięliśmy
więc nasze ciała (..przynajmniej – niektórzy z nas,
zdolni do powstania skoro świt ze swych łóżek) w
trakcie porannych sesji jogi z Leszkiem Kulmatyckim
i Kornelią Popek, „rozciągaliśmy” i „relaksowaliśmy”
również nasze dusze w trakcie ustawień systemowych
prowadzonych przez Jacka Borowicza, popołudniami i
wieczorami tańcząc oraz oddychając głęboko pod
kierunkiem Pawła Trzcińskiego - później zaś
medytując o zmroku przy muzyce relaksacyjnej,
oglądając inspirujące filmy oraz – bawiąc się do
upadłego. Kolorytu temu pobytowi dodała Ela
Bienias, która swoją muzyką graną na misach
tybetańskich przenosiła nas w inne wymiary, zaś
swoją praktyką refleksoterapii skłaniała do
nawiązania bardzo, ale to bardzo mocnego kontaktu ze
swoją fizycznością… A to wszystko w magicznie
podupadającej leśniczówce wypełnionej stertami
staroci i znaków miejscowej przeszłości gromadzonych
przez gospodarzy, w otoczeniu zwierząt chętnie
angażujących się w nasze zajęcia odbywające się w
plenerze – szczególnie miejscowy bernardyn oraz
krowy osobliwej rasy interesowały się naszymi
praktykami wkraczając niekiedy w sam środek
zdarzeń...
XIII Wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień
2006
Kontynuując „tradycję” zeszłoroczną wakacje
organizowała Agnieszka Jurko – można by rzec,
warszawski oddział terenowy wrocławskiej Akademii
Życia. Tym razem zagościliśmy w Karpaczu w ośrodku o
znaczącej nazwie Dom Natury…tegoroczny pobyt wiązał
się z eksperymentem kuchennym…zmuszeni warunkami
zatrudniliśmy własną kucharkę... niezwykle urokliwa
Kama zaproponowała nam więc „drastyczną” zmianę
diety (mieszanka wybuchowa makrobiotyczno-hindusko
polska…) akurat na naszych spotkaniach nie uznajemy
za stosowne narzucanie ludziom jakichś motywowanych
ideologicznie rygorów żywieniowych, na ogół dajemy
wybór zwolennikom diet tradycyjnych i „zielonym” –
tu jednak poddaliśmy się… co można powiedzieć? Na
pewno było wesoło, jedzenie samo w sobie dostarczało
nam wielu powodów do śmiechu i radości, nie licząc
pretekstu do pokątnych ucieczek zrozpaczonych
mięsożerców na tajne uczty… a jak wiadomo, nigdy
wszystkich się nie zadowoli więc eksperyment
zaliczam do udanych i do rozważenia na przyszłość…
W sympatycznej sali z kamienną, ale podgrzewaną
podłogą odbywały się - jak zwykle liczne i
długotrwałe zajęcia… poczynając od hatha jogi
prowadzonej przez Kornelię Popek poprzez zajęcia
grupowe inspirowane podejściem systemowym
B.Hellingera oraz metodami NLP prowadzone przez
Jacka Borowicza i Pawła Trzcińskiego. Nie zabrakło
też wieczornych medytacji przy muzyce Pawła i
projekcji filmowych. Poza tym – udało nam się wyjść
na zewnątrz… mimo „takiej sobie” pogody udaliśmy się
na spotkanie z mało znanymi mistycznymi zakątkami
Kotliny Jeleniogórskiej, odnajdując w niej ukrytą
krainę Świętego Graala…
XII Wakacyjny obóz psychoedukacyjny
sierpień 2005
W tym roku trafiliśmy do Rościszowa w Górach
Sowich. I właściwie tyle warto powiedzieć o
miejscu (Gościniec Zielone Wzgórze… raczej
Niegosciniec…), które aczkolwiek na pierwszy
rzut oka obiecujący dość mocno rozczarował, Na
własnej skórze można się było przekonać o tym,
że atmosfery miejsca nie tworzą świeżo
odmalowane ściany i prysznice w pokojach ale
ludzie którzy chcą zarabiać w ten sposób, że
goszczą innych (?). Okoliczności przyrody były
bardzo miłe – ale dla odmiany pogoda w kratkę,
więc poza garstką turystycznych zapaleńców nasza
aktywność krajoznawcza była dość mizerna. Ale
przecież… mieliśmy zajęcia!!! Należy więc
odtrąbić 12 rocznicę niedotrzymania obietnicy o
ograniczeniu ilości zajęć na rzecz czasu
wolnego!!! Oj działo się mnóstwo…a dodatkowo w
tym roku min. dzięki sprawnej i twórczej
działalności organizatorskiej Agnieszki Jurko na
obóz zjechała się z całej polski (oraz Londynu)
prawdziwa kupa ludzi, tak dużo chyba jeszcze nie
było… nie mówiąc o tym że w końcu musieliśmy
odmawiać chętnym.
Tegoroczne warsztaty inspirujące nasz rozwój
osobisty poprowadzili Paweł Trzciński (Warszawa) i
Jacek Borowicz (Wrocław).
Zajęcia Pawła Trzcińskiego otworzyły nam tym
razem jeszcze szerzej drzwi do świata nowych
technologii zaprzęgniętych do pracy nad osobistym
rozwojem człowieka. Znaliśmy już wcześniejsze
eksperymenty z bazującą na technologii Instytutu
Monroe, którego profesjonalnym członkiem jest Paweł,
muzyką wspomagającą stan relaksacji, medytacji i
wizualizacji. W tym roku oddziaływania zostały
wzbogacone min. o obraz – wizualne medytacje
bazujące na grafice komputerowej albo obrazach
powstałych na wskutek poddania się intuicji
połączone z muzyka pozwoliły nam doświadczyć tego ,
że bezduszna z pozoru technika może być narzędziem
wsparcia poszukiwań stricte duchowych, aczkolwiek
ścieżka tych poszukiwań jest niekiedy doprawdy…
zaplątana w zwoje kabli, a system Windows ze swoimi
kaprysami może być równie skutecznym „rozpraszaczem”
uwagi jak własne , nieuporządkowane myśli adepta…
W ramach oddzielnych zajęć Paweł połączył użycie
technik muzycznych i wizualnych z pracą z
afirmacjami. W tym ujęciu afirmacje były nie tylko
tworzone ale także osadzane w umyśle poprzez pracę z
obrazami (graficzne symbole afirmacji), ruch i pracę
z ciałem ( „odgrywanie” afirmacji przez grupę) oraz
rebirthingowy oddech.
Jacek Borowicz w swoich zajęciach posługiwał się
elementami podejścia systemowego Berta Hellingera,
Huny i NLP tworząc okazję do indywidualnej pracy dla
osób, pragnących zapoczątkować wprowadzanie porządku
w swoim świecie. Inspirująca metod tzw. ”ustawień”
okazuje się przydatna nie tylko w typowej pracy nad
rodziną ale także min. w porządkowaniu wartości,
celów życiowych, a także w pracy ze snami. Zajęcia i
angażujące i… wyczerpujące, wiele osób miało okazję
doświadczyć fenomenu „wiedzącego pola” – niezwykłego
stanu, w którym osoby zaangażowane w pracę jednego z
uczestników są w stanie empatyczne odbierać cudze
emocje a także , niczym specyficzne „anteny:”
odbierać informacje przydatne do znalezienia
przydatnego dla danej osoby rozwiązania problemu.
Tradycyjny blok zajęć inspirowanych jogą
poprowadziły w tym roku dwie osoby: Leszek
Kulmatycki (Wrocław) oraz Kornelia Popek (Rybnik).
Nasz jogiczny „guru” jak go nazywaliśmy, Leszek
Kulmatycki poza swoją wulkanicznie niespożytą
energią i poczuciem humoru tradycyjnie dostarczał
mocnych wrażeń naszym ciałom - bardzo ceniliśmy np.
jego sobie miniwarsztaty shiatsu. I - jakby
niezależnie i obok zajęć Pawła - Leszek uczył nas
wykorzystywać nasze wewnętrzne „maszynerie” w
trakcie sesji yoga nidry – specyficznej,
zaczerpniętej z yogi klasycznej sztuki relaksacji i
wizualizacji. Tegoroczne poranne sesje hatha jogi
poprowadziła dla nas Kornelia Popek. Całkiem liczna
jak na wczesna porę grupą (oj trzeba było ostro
negocjować z Kornelią, żeby się zlitowała przy
ustalaniu godziny zajęć) doceniła jej wrażliwość,
uważność i profesjonalne podejście do prezentujących
rozmaite poziomy zaawansowania adeptów tej sztuki
elastyczności i gibkości.
Reszty nie da się w szczegółach opisać. Bo można
by monotonnie powtarzać – było jak zwykle co roku o
tej porze… „jak zwykle” malowanie wspólnej mandali,
”jak zwykle” odkrywanie ludzi, tworzenie nowych
relacji, „jak zwykle” nocne rozmowy, „jak zwykle”
śmiech, „jak zwykle” gitary i śpiew, „jak zwykle”
taniec do upadłego, „jak zwykle” czas niepodobny do
żadnego innego, „jak zwykle” ceremonia herbaty na
zakończenie. No cóż… bez wątpienia do zobaczenia za
rok!
XI wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień 2004 - Polanica Zdrój
Nasz XI wyjazd wakacyjny doprawdy dostarczył nam mnóstwa inspiracji do podróży
w głąb, wszerz i poza…tym co bez wątpienia pozostaje w pamięci to
spotkanie nowych przyjaciół... tak, jak każda z naszych wakacyjnych grup była
niepowtarzalna – ta wzbogaciła nas nowymi twarzami, nowymi myślami i
przemyśleniami. To był czas rozmów, czas dzielenia się doświadczeniami -
spotkaliśmy się bowiem w wyjątkowej grupie ludzi, którzy w różnych miejscach
Polski zajmują się praktyką samorozwoju, dzięki czemu mogliśmy znacząco
wzbogacić naszą własna ścieżkę... Ale był to także czas śmiechu, tańca, śpiewu
i gitar – czas beztroskiego życia. Tym zaś co nas inspirowało w tym roku
była codzienna praktyka hatha yogi i yoga nidry prowadzona z mistrzostwem i...
poczuciem humoru przez Leszka Kulmatyckiego, sesje oddechowe oraz wieczorne
medytacje muzyczne stanowiące wehikuł do naprawdę dalekich podróży w głąb
siebie prowadzone przez Pawła Trzcińskiego a także indywidualna i grupowa praca
twórcza nad swoim rozwojem inspirowana NLP oraz ideami B. Hellingera pod
kierunkiem Jacka Borowicza.
A Polanica Zdrój? Cóż jako miejsce pobytu sprawdziła się całkiem dobrze –
wbrew obawom Leśny Domek który nas gościł zapewniał nam konieczny spokój i
odosobnienie – zaś w chwilach kiedy pojawiała się energia śmiechu i
zabawy na wyciagnięcie ręki były Różowy Domek, Zielony Domek – i inne
przybytki uciech "uzdrowiskowych" z których z rozkoszą korzystaliśmy. Koniec
końców – byliśmy na wakacjach...
X wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień 2003 - Rudawa
Sierpień
2003 – Rudawa k/ Międzylesia. To nasz dziesiąty wyjazd, było nie było
jubileuszowy. Odosobnienie, cisza, wszędzie daleko. Obóz z przygodami... natury
organizacyjnej - dla organizatora ostra szkoła oraz niezupełnie zaplanowana
okazja do ćwiczeń z asertywności, negocjacji i jasnej komunikacji... ufff... a
jednocześnie niesamowita energia uczestników. Częściowo zapewne dlatego, że
dzięki internetowi obok „bywalców” i „weteranów”
pojawiła się grupa „nowicjuszy”... przybyli oni wraz z ładunkiem
otwartości, ciekawości i świeżości. Zaowocowało to mocnymi pracami
indywidualnymi i wieloma przeżyciami. Szczególnie mocnym przeżyciem były dla
nas w tym roku sesje rebirthigu prowadzone z ogromną empatią, wyczuciem i
profesjonalizmem przez Pawła Trzcińskiego. Paweł ponadto „uraczył”
nas – podobnie jak w zeszłym roku w Niemojowie - solidną porcją swojej
muzyki skonstruowanej w sposób ułatwiający wejście w głęboką relaksację.
Wieczorne „leżakowanie” ze słuchawkami na uszach było doprawdy
rozluźniające... A ponadto Jacek Borowicz kontynuował eksperymenty z tworzeniem
pozytywnej teraźniejszości i przyszłości technikami Huny i NLP a Agnieszka Fok,
która ponownie zagościła w naszym gronie, wzmagała skutecznie apetyty
uczestników na zmianę i rozwój w trakcie warsztatów wykorzystując zasady
Gestalt’u, POP-u i Psychosomatoterapii.
IX Wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień 2002 - Niemojów
W sierpniu 2002 spotkaliśmy się w Niemojowie koło Międzylesia. Miejsce jakby
wymarzone na tego typu spotkania - niegdyś spora, obecnie prawie opustoszała
wioska z ruinami renesansowego pałacu, podupadłym barkowym kościołem otoczony
charakterystycznie pokręconymi barokowymi figurami oraz cmentarzem, na którym -
o dziwo - zachowało się w dobrym stanie wiele poniemieckich nagrobków. Wieś
leży nad brzegiem Dzikiej Orlicy, zero samochodów (autobus przyjeżdżał dwa razy
na tydzień!) - no i po przejściu kilkudziesięciu metrów na drugą stronę drogi
graniczne przejście turystyczne do Czech. A tam - czeskie gospody, sklepiki
(...i zakupy) - a dla wytrwałych Góry Orlickie z przepięknym przełomem Orlicy.
Zamieszkaliśmy budynku dawnej szkoły przekształconym w zajazd. Pomieszczenia
wypełnione były trochę przypadkową zbieraniną antyków i pseudoantyków
tworzących w sumie ciekawą atmosferę. Obok zajazdu coś w rodzaju "ogrodu
sztuk": kamienno - metalowe rzeźby o tematyce paleontologiczno -
ichtiologicznej przemieszane z elementami westernowymi... ale jakże przyjemnie
było tam pić kawę o poranku...
Jak zwykle obiecywaliśmy sobie wiele wolnego czasu i jak zwykle byliśmy bardzo,
bardzo zajęci. Program zajęć musiał być niestety zmodyfikowany w porównaniu z
pierwotnym założeniami, ale i tak wrażeń było mnóstwo. Niezwykle ciekawe
zajęcia przeprowadziła Gosia Janusiewicz - pod jej kierunkiem poznawaliśmy
Tarota. Nie była to jednak jakaś kolejna psychotroniczna szkółka wróżek i
wróżów amatorów, ani też chałupnicze przepowiadanie przyszłości. Poznawaliśmy
znaczenie poszczególnych kart i symboli Tarota poprzez własne odczucia,
impresje, medytację nad nimi, dzielenie się swoimi spostrzeżeniami... Były one
dla nas zwierciadłem w którym przeglądaliśmy się bez obciążeń wynikających ze
znajomości książkowych interpretacji kart... Paweł Trzciński i Jacek Borowicz
poprowadzili warsztaty pt. "Huna dobrobytu", w którym stosując techniki Huny i
NLP pracowaliśmy nad uruchamianiem wewnętrznego źródła dobrobytu i bogactwa.
Był także czas na sesje rebirthingu oraz medytację. Tu doświadczyliśmy
niezwykłego oddziaływania dźwięku. Paweł Trzciński przygotował "własnoręcznie"
medytację muzyczną opartą o specjalnie dobrane dźwięki służące wprowadzeniu
umysłu w stan głębokiej medytacji. Wyposażeni w słuchawki wyruszaliśmy co
wieczór w tą niezwykłą podróż w głąb siebie dzięki muzyce Pawła...
VIII Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 2001 - Trzebiechów k / Sulechowa
Doprawdy,
mamy nosa do niezwykłych miejsc...tym razem całkiem niedaleko naszej Klenicy, w
Trzebiechowie, odkryliśmy okazały pałac pruskiej rodziny von Reuss.
Zamieszkaliśmy w pomieszczeniach internatu (obecnie mieszą się tam szkoły:
podstawowa oraz gimnazjum) do którego trzeba było wspinać się po spirali
schodów liczącej ok. 70 stopni. I tak zaliczaliśmy te schody minimum 6 razy
dziennie (posiłki były w stołówce w piwnicy) - jeżeli doliczyć wyprawy "do
miasta" czy na spacer w okazałym acz zdziczałym parku, zamieszkiwanym przez
posąg bezgłowego Buddy - zaprawa fizyczna była całkiem niezła! Do tego hatha
yoga z Leszkiem Kulmatyckim - w porywach 2 razy dziennie... uff! W
Trzebiechowie zadebiutowała Kasia Plucińska prowadząc zajęcia z artoterapii, w
ramach których malowaliśmy zespołowo i indywidualnie mniejsze, większe i
całkiem ogromne obrazy. Pracując z Jackiem Borowiczem poznawaliśmy możliwości
rozwoju kryjących się w procedurach działania opartych na Hunie, zaś Paweł
Trzciński prowadził medytację Huny przy skomponowanej przez siebie muzyce...
VII Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 2000 - Niedamirów k / Lubawki
Powróciliśmy do Niedamirowa - tym razem mieszkając w
superekologicznym Domu Trzech Kultur "Parada". To miejsce - a zwłaszcza jego
gospodarze - warci są poznania sami w sobie...Tym razem wędrowaliśmy poza
granice wyobraźni inspirując się wraz z Agnieszką Fok szamańskim podejściem do
życia i rozwoju, przekraczając z Jackiem Borowiczem nasze mentalne ograniczenia
przy użyciu narzędzi programowania neurolingwistycznego (NLP). Całkiem
praktycznie przekraczaliśmy pobliską granicę państwa polskiego w celu dokonania
zakupu czeskich artykułów pierwszej potrzeby. Przekroczeniem granic wyobraźni
było także spożywanie posiłków przygotowanych przez naszą gospodynię Beatę -
posiłków, które same w sobie bywały istnymi dziełami sztuk plastycznych...
VI Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1999 - Niedamirów k / Lubawki
Odkryliśmy tę niewielką wioseczkę tuż przy czeskiej granicy
jako miejsce przyciągające "odmieńców", pragnących stworzyć nową jakość w swoim
życiu. Zamieszkaliśmy w "Ziemowicie" - ośrodku prowadzonym przez ludzi , którzy
opuścili wielki świat (konkretnie stolicę) szukając tu swojego sposobu na
życie. A my znowu swoje - rebirthing, inspirowane NLP zajęcia dotyczące
ukrytego znaczenia naszych imion, Agnieszka Fok urządzała nam "procesy"
POPowskie (czyli poddawała nas terapii zorientowanej na proces). Wizyta w Domu
Trzech Kultur "Parada", prowadzanym przez 100% ekologiczne małżeństwo
plastyków, zaowocowała warsztatami plastycznymi, w trakcie których pracowicie
lepiliśmy rzeźby z gliny starając się jednocześnie poprzez proces rzeźbienia
nawiązywać kontakt z drugim człowiekiem. Mnóstwo uciechy sprawiły nam wizyty w
Czechach - dzięki przejściu turystycznemu oddawaliśmy się "syndromowi
kolonijnemu" - tj. szałowi zakupów w wiejskim sklepiku - nie da się ukryć, ze
największe "branie" miały czeskie płynne produkty rozweselające...a wieczorami
niektórzy radowali się Kayhą i Beregovicem - a inni niekoniecznie...
V Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1998 - Klenica k / Sulechowa
...powróciliśmy
do Klenicy, która w międzyczasie wypiękniała, wyporządniała - chyba tracąc
trochę ze swojego uroku... gdzieś rozeszły się sofy i fotele na których
siadywaliśmy w 1995 r. W zamian pojawiła się jednak jasna przestrzeń
uporządkowanego parku, w którym spędzaliśmy mnóstwo czasu naszych zajęć.
Agnieszka Fok tradycyjnie prowadziła nas poprzez proces życia przy użyciu
technik terapii zorientowanej na proces, Jacek Borowicz uczył pisania bajek
przy wykorzystaniu technik programowania neurolingwisytcznego (NLP),
oczyszczaliśmy się dzięki oddechowi w sesjach rebirthingu.
IV Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1996 - Borowice k / Jeleniej Góry
Deszcz, deszcz i znowu deszcz... a my będąc w Borowicach, w
sercu Karkonoszy mieszkaliśmy w... "Tatrach"! Było to zabawne bytowanie,
ponieważ pensjonat dzieliliśmy ze zwykłymi wczasowiczami, którzy - biedeńcy -
przemykali chyłkiem się bokami - byliśmy chyba dosyć ekspansywni... ale na
imprezach tanecznych bawili się razem z nami. Tego roku ponownie pracowaliśmy z
Leszkiem Kulmatyckim na sesjach hatha yogi nad giętkością naszych kręgosłupów i
karków, Agnieszka Fok pomagała nam zaprzyjaźnić się z naszymi emocjami na
sesjach gestaltowskich, Jacek Borowicz wprowadzał nas w tajniki pracy metodami
programowania neurolingwistycznego (NLP) ucząc nas pracy w transie i kręcenia
pozytywnych filmów ze swego życia, a z Pawłem Trzcińskim medytowaliśmy przy
muzyce.
III Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1995 - Klenica k / Sulechowa
W
sierpniu 1995 r. zawędrowaliśmy do Klenicy koło Sulechowa , gdzie
zamieszkaliśmy w radziwiłłowskim pałacyku myśliwskim funkcjonującym jako
młodzieżowy ośrodek socjoterapii wraz ze szkołą i internatem, prowadzony
wówczas przez grupkę "szaleńców bożych". Nasze zajęcia odbywały się w
rozległych, noszących ślady dawnej piękności salach - kominkowej i balowej.
Salę kominkową wypełniała zupełnie nieprawdopodobna zbieranina foteli i sof
wszelkich kształtów i kolorów - efekt zagranicznej pomocy charytatywnej dla
ośrodka. I te fotele i sofy były scenerią naszych zajęć - kreatywnej mandali,
którą malowaliśmy, śpiewaliśmy i tańczyliśmy, wieczorów z bajką, w trakcie
których medytowaliśmy nad znaczeniem baśni i mitów, sesji oddechowych z Jackiem
Borowiczem oraz warsztatów pisania haiku z Anią Gutowską. Po raz pierwszy
trening gestaltowski poprowadziła dla nas wtedy Agnieszka Fok...
II Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1994 - Przesieka k / Jeleniej Góry
Tym razem naszym miejscem okazał się... młyn w
Przesiece - całkiem zabytkowe domostwo, w którym przez kilka wcześniejszych lat
funkcjonowała sangha buddyjska. Dom z niezwykłą energią i pięknym wystrojem,
częściowo zaanektowany w czasie naszego pobytu przez nowego właściciela -
postamerykańskiego Polonusa powracającego na rodzinną ziemię, którego żona
ozdabiała buddyjskie pokoje staropolskimi makatkami i gustownymi kozetkami.
Poza tym, pani ta chyba trochę nas się bała... Po raz pierwszy naszymi ciałami
zajął się energicznie Leszek Kulmatycki, z którym poznawaliśmy tajniki hatha
yogi. Jacek Borowicz prowadził nas przez oddech w czasie sesji rebirthingu a
była właścicielka domu, nieco tajemnicza buddystka Joanna, sadzała nas w zazen
wystawiając nasze stawy kolanowe na wielką próbę, Paweł Trzciński zaś prowadził
dla nas niezwykłe lekcje z "Kursu Cudów".
I Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1992 - Brunów k / Lwówka Śląskiego
Nasz pierwszy wspólny wyjazd na tak dużą skalę, to wielki
eksperyment z niespodziankami - począwszy od miejsca zamieszkania. Nasz
przyjaciel, znakomity psycholog i poeta Wiesiek Gomulski, zareklamował nam
stary, poniemiecki młyn koło Lwówka Śląskiego, własność jego znajomych
rozkręcających tam interes z prywatną elektrownią wodną. Pierwsze (i jedyne -
bo robione w ostatniej chwili) oględziny wypadły dosyć szokująco - młyn okazał
się budynkiem mogącym pomieścić pułk wojska, tyle że, delikatnie mówiąc, był
nieco zdekapitalizowany. Do zamieszkania nadawały się w sumie dwa małe pokoiki,
zapewne po młynarzu, do tego kuchnia i klopik. Ale na zmianę decyzji o
organizacji imprezy było już za późno - przywiedliśmy więc niczego złego nie
spodziewających się uczestników do tego miejsca. I tak bytowaliśmy na kupie w
dwóch pokoikach (plus małe pomieszczenie odkryte w podziemiach ), samodzielnie
gotując, urządzając kąpiele w odległej żwirowni albo w skrajnej desperacji w
odnodze Bobru, nad którą wznosił się nasz młyn, stale zagrożeni wybuchem
zapchanej toalety i atakiem szerszeni, wyraźnie zirytowanych naszą obecnością.
A do tego ogłuszający, poranny śpiew ptaków, nieprawdopodobnie rozgwieżdżone
nocne niebo, sesje oddechowe na świeżym powietrzu, ćwiczenia afirmacyjne w
tajemniczych zakamarkach młyna (Jacek Borowicz), twórcze myślenie w zagajnikach
porastających zbocza pobliskiej góry (Janusz Kujawski) oraz ćwiczenia tai chi o
poranku. Maja Flank ze swym niesamowitym talentem do zaprzyjaźniania się z
tubylcami organizowała nam dokarmianie przy pomocy wiejskich produktów
(aczkolwiek dzielna Grażyna Sobolewska olbrzymie kabaczki przywiozła z samego
Wrocławia!). A wędrówki, spacery, a noclegi pod gwiazdami...
Ośrodek Spotkań AKADEMIA ŻYCIA we Wrocławiu,
telefon kontaktowy: Jacek - 0501 427 460
borowicz@prawo.uni.wroc.pl
|