Jacek Borowicz

Wakacje z Akademią Życia

Pomysł na zorganizowanie wakacyjnych warsztatów był prostą konsekwencją kilkuletniego funkcjonowania wrocławskiej Akademii Życia. Wyrwać się z codziennej rutyny, oddalić się nieco od "zwykłego" życia i mieć naprawdę czas dla siebie i dla ludzi, którzy - poprzez uczestnictwo w warsztatach i spotkaniach otwartych stali się mi bliscy - to kusiło i, koniec końców, doprowadziło do realizacji tej idei. Przez te lata udało się stworzyć podczas tych wakacyjnych spotkań niezwykłą atmosferę w której wyzwala się potężna energia rozwoju i poznania. Do legendy przeszły coroczne debaty nad tym, by na kolejnej edycji obozu zaplanować mniej zajęć a więcej wolnego czasu - nawet jeśli ten wolny czas pojawia się - bardzo szybko zagospodarowuje go spontaniczna aktywność twórcza... Co nie umniejsza radości z bycia razem oraz chęci do zabawy i śmiechu...

XVIII obóz psychoedukacyjny Akademii Życia – i znów Muchów k/Jawora, sierpień 2011

W tym roku, jakoś tak sama z siebie przyszła refleksja o tym, że przez te kilka ładnych lata i kilkanaście edycji naszych wakacji udało nam się stworzyć zarówno zgrany zespół prowadzących jak i działającą, sprawdzoną metodykę pracy z naszymi uczestnikami. Organizując taką imprezę trzeba dokonać wyboru – może być to forma prezentacji „gwiazd” ściąganych co roku ze „świata” (co pozwala zaskakiwać, poznawać wciąż coś nowego) – albo można budować konsekwentnie własną ścieżkę. To nie jest tak, że ten czy inny pomysł jest lepszy czy gorszy. Nie odżegnujemy się do zmian. Ale to uczucie, że wszystkie, „technicznie” mówiąc, elementy tej wakacyjnej układanki (trenerzy, metody, miejsce i uczestnicy) układają się – współtworzą co roku w bogaty, pełen kolorów obraz – to uczucie jest bezcenne, inspirujące i otwierające na przyszłość… Wiem, że każdy czytelnik może potraktować informację, że „jak co roku impreza była udana” – w kategoriach autoreklamy. I tak przecież jest – nie ma co się od tego odżegnywać. Ale też jak co roku taki slogan mówi o czymś innym – o innej grupie ludzi, o powrotach uczestników poprzednich edycji i pojawianiu się nowych przyjaciół i znajomych. Radość z ponownych spotkań, rozmowy o tym, jak minął czas, co się zmieniło – ta radość współgra z poznawaniem się, przechodzeniem od dystansu do otwarcia. „Impreza była udana” – bo było podobnie ale odmiennie, tak samo ale inaczej niż poprzednio - na własny niepowtarzalny sposób. „Impreza była udana” – bo usłyszeliśmy nowe opowieści, nowe historie, bo mogliśmy towarzyszyć emocjom wiążącym się z podejmowanie trudnych tematów, przekraczaniem barier, oczyszczaniem przeszłości.”Impreza była udana” – bo można było znów przyjrzeć się działaniu „metod”, „technik”, zadziwić się, zaciekawić, zainspirować. Tegoroczna, zmienna pogoda – niełaskawa wyprawom „w teren” - sprzyjała przede wszystkim warsztatom we wnętrzach muchowskiego dworu. Doświadczaliśmy więc niezwykłej intensywności działań – od porannej pracy z ciałem w trakcie dwóch (!) przedśniadaniowych lekcji jogi poprzez warsztaty skoncentrowane na indywidualnych pracach uczestników z użyciem elementów ustawień systemowych i NLP poprzez pracę ze świadomym oddechem i ruchem. Ciało – umysł – dusza w inspirującym tańcu. Znakiem szczególnym naszego tegorocznego obozu było ogromna motywacja do podejmowania indywidualnych wyzwań. Charakterystyczne więc było np. to, że o ile zazwyczaj w ostatnim dniu naszego pobytu mamy krótką przedobiednią sesję końcową, podsumowująco-zamykającą proces naszego pobytu (i otwierającą nas na powrót do domu) – o tyle w tym roku ostatni dzień naszego pobytu to był rzeczywiście ostatni dzień „pracy” dla trenerów - i uczestników pragnących skorzystać z ostatniej możliwości podjęcia własnych tematów... Ale, można by rzec, spokojnie - zobaczymy się za rok...
 

XVII obóz psychoedukacyjny Akademii Życia - Muchów koło Jawora - sierpień 2010

Zaprzyjaźniliśmy się z tym miejscem… z radością obserwujemy jak się zmienia. Wyremontowany park, uporządkowane otoczenie, znak czasu – infokiosk z Internetem przed wejściem… hmmmm… może nie wszystko aż tak cieszy, zwłaszcza wtedy gdy szuka się odosobnienia i intymności, ale w całokształcie… dobrze, że takie miejsca, ta ziemia odzyskuje piękno i zaczyna być coraz bardziej dostępna...
W roku 2011 nasze wakacje pełne były ruchu… zapamiętaliśmy zwłaszcza poranną medytację Anahata, taneczną, rytmiczną i skupioną zarazem. Zgodnie z wypracowanym przez lata modelem poranna praca z ciałem, poznawanie i doskonalenie pozycji hatha jogi pod kierunkiem Leszka Kulmatyckiego i Neli Popek otwierało nas na dalsze etapy pracy nad sobą – warsztat inspirowany ustawieniami hellingerowskimi (Jacek Borowicz) praca z oddechem i energią (Paweł Trzciński) wszystko to pozwalało zintegrować nasze doświadczenia, przemyślenia na nowym, wyższym poziomie.
Wieczory także były pełne ruchu, w tym roku towarzyszyła nam bowiem wyjątkowa energia tańca. Pozwalaliśmy, aby energia ruchu prowadziła nas w teren, do tajemniczych wąwozów skrytych w okolicznych lasach, na szczyt śląskiej Fujiyamy – Ostrzycy, pod rozgwieżdżone niebo nad Czartowskimi Skałami. Poruszaliśmy się, płynęliśmy, oddychaliśmy…
Dystans do tego co odłożyliśmy na kilka dni na bok, odpoczynek, uśmiech, nabieranie mocy po to, aby po powrocie zrobić kolejne kroki ...
 

XVI obóz psychoedukacyjny Akademii Życia, Muchów koło Jawora (znów…z przyjemnością) - sierpień 2009

…tak, bywają takie miejsca do których chce się wracać... Na ogół każdy nasz warsztat wakacyjny odbywał się w innym miejscu (no, dwa razy byliśmy w Klenicy koło Sulechowa, także dwa razy w Niedamirowie koło Lubawki). W Muchowie byliśmy więc już także dwa razy, tu też odbywały się nasze warsztaty weekendowe (wiosenne, andrzejkowe).  Coś jest w tym miejscu. Magia starego domostwa, chyba jednak jakaś dobra historia zapisana w murach tego pałacu… mimo braku luksusów, wykafelkowanych łazienek w pokojach dobrze się tu mieszka. Niebagatelne znaczenie ma „załoga”, tutaj na prawdę można się poczuć jak w domu… i jest tu tzw. dobra atmosfera, aura zachęcająca do tego by być blisko siebie, by bezpiecznie otwierać się na siebie, podejmować wyzwania pracy nad sobą…

Tak wyglądamy :)

Tak więc sierpień 2009 był naszym kolejnym wakacyjny świętem. Przez te wszystkie lata wypracowaliśmy sobie pewną spójną metodę pracy w zespole. Jako trenerzy pracując ze sobą, prowadzący zajęcia od wielu lat rozumiemy się i potrafimy tworzyć pewną całość z preferowanych przez nas metod, podejść, idei. Różnimy się, ale dzięki temu to co dzieje się dla uczestników naszych warsztatów staje się po prostu ciekawe i za każdym razem trochę inne. Tak więc – będę się powtarzał – znów jak co roku pracowaliśmy z ciałem i energia na zajęciach „jogi bez przemocy” otoczeni czułą i uważną opieką Kornelii Popek. Praca z ciałem stanowił bazę do późniejszych całodniowych zajęć warsztatowych. Ustawienia systemowe, inspiracje hellingerowskie, elementy NLP to wszystko w „rękach” Jacka Borowicza wyposażało nas w narzędzia i mapy użyteczne w pracy nad rozwojem osobistym. Sesje grupowe dawały okazję bezpiecznego otwarcia się na innych i doświadczania siebie, pozwalały na łączenie się ze swoim rodzinnymi korzeniami, na porządkowania swego życia. Dzięki Pawłowi Trzcińskiemu i pracy z oddechem oraz medytacji pogłębialiśmy kontakt z naszymi emocjami i energia życiową. Wieczory znów były okazją do zabawy, rozmów i inspiracji podczas wieczornych projekcji filmowych. Miejsce w którym byliśmy zapraszało nas do nocnych wypraw na wygasły wulkan, do obserwowania gwiazd, przesiadywania przy ognisku.

Przyjemny popas nad jeziorem podczas wycieczki do urokliwego wąwozu

Wędrowaliśmy wśród lasów, zanurzaliśmy się w ciszy tajemniczych wąwozów, cieszyliśmy się tym, że miejsce to, choć bliskie „cywilizacji” miast i dróg pozostaje jednak na uboczu, nie odkryte i ciche. Cóż więc dziwnego, że siedząc w kręgu podczas ceremonii herbacianej kończącej ten pobyt postanowiliśmy powrócić tu w następnym roku...

 

XV obóz psychoedukacyjny Akademii Życia - Muchów k/Jawora, sierpień 2008

… w roku 2008 spotkaliśmy się (już po raz piętnasty…, hej!) w małej wiosce Muchów niedaleko Jawora, położonej w Parku Krajobrazowym „Chełmy”… Miejsce niezwykłe i magiczne…, niby rzut beretem od autostrady A4, blisko większych ośrodków miejskich (Legnica, Wrocław), a jednak…, tłumy pędzą obok, głównymi drogami, na Jelenią Górą, w Karkonosze, mijając obojętnie ten rozległy obszar wzgórz, powulkanicznych stożków i mrocznych, tajemniczych wąwozów… Tam, na uboczu wioski, otoczony parkiem, leży niewielki pałacyk (jeden z wielu w tej okolicy) - budowla może z początku XX w. Może jest to bardziej bogata willa, która cudem przetrwała czas wojny, gospodarkę komunistyczną i nadejście kapitalizmu. Pozostając dziś w rękach lokalnego samorządu, jest jak na razie dostępna, z cenami na „ludzką” kieszeń… A do tego z oddaną „załogą” pod wodzą niezmordowanej pani Grażyny Chruściel… Warunki dopominające się o remont - ale też stylowe boazerie, drewniane stropy, kominki i piece oraz mnóstwo miejsca na nasze zajęcia… Bo tych było jak zwykle bez liku…

 

Pałac w Muchowie koło Jawora

Tradycyjnie nasze spotkanie zaczyna wspólna, jednocząca nie znających się jeszcze ludzi, akcja plastyczna… Pomysł ten pojawił się kiedyś dawno wraz warsztatami mandali. Malowaliśmy więc na rozpoczęcie naszych obozów mandale w różnych wersjach, tworząc wspólnie rozmaite kompozycje plastyczne. W tym roku jednak zasadziliśmy drzewo… Jego kontur umocowany do ściany obrastał potem w indywidualne liście i kwiaty malowane przez poszczególnych uczestników. A potem – to już samo poleciało…

„Makabrycznie” wczesnym porankiem szeregi śniących joginów, skłonnych do bardziej ekstremalnej praktyki, stawiały się w sali ziewając, by pod wodzą Leszka Kulmatyckiego witać wschodzące słońce… Jakiś czas później dołączali ci mniej zdeterminowani a bardziej początkujący, by pod kierunkiem Kornelii Popek oddawać się „jodze bez przemocy”, łagodnie zachęcając swoje ciała do elastycznego ruchu… Potem gwarne śniadanie i po celebracji porannej kawy i pogaduszek zajęcia w grupie pod kierunkiem Jacka Borowicza. Była to przede wszystkim okazja do intensywnej, indywidualnej samorozwojowej pracy metodą ustawień Berta Hellingera. Popołudniowy blok zajęć był bardzo różnorodny – Paweł Trzciński  odrywając nas od naszych rozgadanych umysłów prowadził w świat ruchu, śpiewu i głębokiego rebirthingowego oddechu – doświadczeń obywających się bez słów i interpretacji… Wieczór to był czas indywidualnych spotkań, tańca i szalonej, nieskrępowanej zabawy. Wspólnie spotykaliśmy się także w naszym duchowym „kinie” na pokazach inspirujących filmów fabularnych i dokumentalnych. Był to czas zarówno intelektualnej rozrywki, kontemplacji sztuki, jak i dzielenia się uczuciami, przemyśleniami.

Jak pisałem – byliśmy otoczeni przez niezwykle piękne krajobrazy… Ponieważ, jak zwykle, obietnice większej ilości wolnego czasu nie zostały dotrzymane, wygospodarowaliśmy zaledwie parę godzin na wędrówki po okolicy. Zwykłej przyjemności obcowania z naturą - ale także szczypty mistyki - dostarczyła nam wyprawa na górę Ostrzycę, dawny wulkan, nazywany Śląską Fujiyamą, pradawne miejsce kultu słońca. Korzystając z bliskości odwiedziliśmy też położony w Świerzawie „kościółek św. Graala” – romańską świątynię dekorowaną tajemniczymi malowidłami…

Nasze tegoroczne spotkanie zakończyła tradycyjna ceremonia herbaciana.Jest to nasz zwyczaj już od wielu lat. Zapoczątkował ją kiedyś nasz przyjaciel i nauczyciel jogi, Leszek Kulmatycki. Co roku w innej oprawie plastycznej, otoczeni innymi dźwiękami (w tym roku dominowały dzwonki shanti uzupełniane przez misy tybetańskie), zasiadamy uroczyście w kręgu – to znak, że cykl zdarzeń zapoczątkowany naszym przybyciem tu domyka się, że dochodzimy do kresu tej wspólnej wędrówki… Zaczynamy od medytacji – potem w kręgu zaczyna krążyć czarka herbaty…, później na znak mistrza ceremonii chętni wygłaszają swoje haiku  …no, może raczej nasze prywatne wariacje pod hasłem haiku ;-)… czyli krótkie formy opisujące nasze przeżycia i przemyślenia… Po tej poważniejszej  części następuje świętowanie, taniec, śmiech i zabawa. Jutrzejszy dzień będzie przecież naznaczony pożegnaniami, nostalgią, planami na następny rok – ale teraz jeszcze jesteśmy wszyscy razem… 

Trudno jest oddać atmosferę tych spotkań, trudno z natłoku zdarzeń wyłowić te najistotniejsze. Moją rzeczą jest oczywiście chwalić to przedsięwzięcie. Dla siebie pozostawiam rozkosz porannych rozmów, odczuwanie obecności grupy ludzi, którzy stali się sobie bliscy (… ten niezwykły widok, kiedy stojąc z boku mogę obserwować jak ze sobą rozmawiają, spotykają się, nawiązują bliskie relacje), uczucie wdzięczności za to, że mogłem im towarzyszyć w ich drodze… Może kiedyś spotkam na niej i Ciebie?

Na koniec godzi się powiedzieć, że był to już nasz kolejny wyjazd wakacyjny, perfekcyjnie zorganizowany przez Agnieszkę Jurko.

 

XIV Psychoedukacyjny Obóz Akademii Życia - Jodłów 2007

…tak, byliśmy prawdziwie zagubieni na końcu świata, w miejscu gdzie kończyła się droga i powoli zamierały ślady ludzkiej obecności…tylko my, góry oraz liczne stada zwierząt hodowlanych hasających po polach i biorących udział w niektórych naszych zajęciach…których jak zwykle było bez liku! Gięliśmy więc nasze ciała (..przynajmniej – niektórzy z nas, zdolni do powstania skoro świt ze swych łóżek) w trakcie porannych sesji jogi z Leszkiem Kulmatyckim i Kornelią Popek, „rozciągaliśmy” i „relaksowaliśmy” również nasze dusze w trakcie ustawień systemowych prowadzonych przez Jacka Borowicza, popołudniami i wieczorami tańcząc oraz oddychając głęboko pod kierunkiem Pawła Trzcińskiego - później zaś medytując o zmroku przy muzyce relaksacyjnej, oglądając inspirujące filmy oraz – bawiąc się do upadłego. Kolorytu temu pobytowi dodała Ela Bienias, która swoją muzyką graną na misach tybetańskich przenosiła nas w inne wymiary, zaś swoją praktyką refleksoterapii skłaniała do nawiązania bardzo, ale to bardzo mocnego kontaktu ze swoją fizycznością… A to wszystko w magicznie podupadającej leśniczówce wypełnionej stertami staroci i znaków miejscowej przeszłości gromadzonych przez gospodarzy, w otoczeniu zwierząt chętnie angażujących się w nasze zajęcia odbywające się w plenerze – szczególnie miejscowy bernardyn oraz krowy osobliwej rasy interesowały się naszymi praktykami wkraczając niekiedy w sam środek zdarzeń...

 

XIII Wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień 2006

Kontynuując „tradycję” zeszłoroczną wakacje organizowała Agnieszka Jurko – można by rzec, warszawski oddział terenowy wrocławskiej Akademii Życia. Tym razem zagościliśmy w Karpaczu w ośrodku o znaczącej nazwie Dom Natury…tegoroczny pobyt wiązał się z eksperymentem kuchennym…zmuszeni warunkami zatrudniliśmy własną kucharkę... niezwykle urokliwa Kama zaproponowała nam więc „drastyczną” zmianę diety (mieszanka wybuchowa makrobiotyczno-hindusko polska…) akurat na naszych spotkaniach nie uznajemy za stosowne narzucanie ludziom jakichś motywowanych ideologicznie rygorów żywieniowych, na ogół dajemy wybór zwolennikom diet tradycyjnych i „zielonym” – tu jednak poddaliśmy się… co można powiedzieć? Na pewno było wesoło, jedzenie samo w sobie dostarczało nam wielu powodów do śmiechu i radości, nie licząc pretekstu do pokątnych ucieczek zrozpaczonych mięsożerców na tajne uczty… a jak wiadomo, nigdy wszystkich się nie zadowoli więc eksperyment zaliczam do udanych i do rozważenia na przyszłość…

W sympatycznej sali z kamienną, ale podgrzewaną podłogą odbywały się - jak zwykle liczne i długotrwałe zajęcia… poczynając od hatha jogi prowadzonej przez Kornelię Popek poprzez zajęcia grupowe inspirowane podejściem systemowym B.Hellingera oraz metodami NLP prowadzone przez Jacka Borowicza i Pawła Trzcińskiego. Nie zabrakło też wieczornych medytacji przy muzyce Pawła i projekcji filmowych. Poza tym – udało nam się wyjść na zewnątrz… mimo „takiej sobie” pogody udaliśmy się na spotkanie z mało znanymi mistycznymi zakątkami Kotliny Jeleniogórskiej, odnajdując w niej ukrytą krainę Świętego Graala…

 

XII Wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień 2005

W tym roku trafiliśmy do Rościszowa w Górach Sowich. I właściwie tyle warto powiedzieć o miejscu (Gościniec Zielone Wzgórze… raczej Niegosciniec…), które aczkolwiek na pierwszy rzut oka obiecujący dość mocno rozczarował, Na własnej skórze można się było przekonać o tym, że atmosfery miejsca nie tworzą świeżo odmalowane ściany i prysznice w pokojach ale ludzie którzy chcą zarabiać w ten sposób, że goszczą innych (?). Okoliczności przyrody były bardzo miłe – ale dla odmiany pogoda w kratkę, więc poza garstką turystycznych zapaleńców nasza aktywność krajoznawcza była dość mizerna. Ale przecież… mieliśmy zajęcia!!! Należy więc odtrąbić 12 rocznicę niedotrzymania obietnicy o ograniczeniu ilości zajęć na rzecz czasu wolnego!!! Oj działo się mnóstwo…a dodatkowo w tym roku min. dzięki sprawnej i twórczej działalności organizatorskiej Agnieszki Jurko na obóz zjechała się z całej polski (oraz Londynu) prawdziwa kupa ludzi, tak dużo chyba jeszcze nie było… nie mówiąc o tym że w końcu musieliśmy odmawiać chętnym.

Tegoroczne warsztaty inspirujące nasz rozwój osobisty poprowadzili Paweł Trzciński (Warszawa) i Jacek Borowicz (Wrocław).

Zajęcia Pawła Trzcińskiego otworzyły nam tym razem jeszcze szerzej drzwi do świata nowych technologii zaprzęgniętych do pracy nad osobistym rozwojem człowieka. Znaliśmy już wcześniejsze eksperymenty z bazującą na technologii Instytutu Monroe, którego profesjonalnym członkiem jest Paweł, muzyką wspomagającą stan relaksacji, medytacji i wizualizacji. W tym roku oddziaływania zostały wzbogacone min. o obraz – wizualne medytacje bazujące na grafice komputerowej albo obrazach powstałych na wskutek poddania się intuicji połączone z muzyka pozwoliły nam doświadczyć tego , że bezduszna z pozoru technika może być narzędziem wsparcia poszukiwań stricte duchowych, aczkolwiek ścieżka tych poszukiwań jest niekiedy doprawdy… zaplątana w zwoje kabli, a system Windows ze swoimi kaprysami może być równie skutecznym „rozpraszaczem” uwagi jak własne , nieuporządkowane myśli adepta…

W ramach oddzielnych zajęć Paweł połączył użycie technik muzycznych i wizualnych z pracą z afirmacjami. W tym ujęciu afirmacje były nie tylko tworzone ale także osadzane w umyśle poprzez pracę z obrazami (graficzne symbole afirmacji), ruch i pracę z ciałem ( „odgrywanie” afirmacji przez grupę) oraz rebirthingowy oddech.

Jacek Borowicz w swoich zajęciach posługiwał się elementami podejścia systemowego Berta Hellingera, Huny i NLP tworząc okazję do indywidualnej pracy dla osób, pragnących zapoczątkować wprowadzanie porządku w swoim świecie. Inspirująca metod tzw. ”ustawień” okazuje się przydatna nie tylko w typowej pracy nad rodziną ale także min. w porządkowaniu wartości, celów życiowych, a także w pracy ze snami. Zajęcia i angażujące i… wyczerpujące, wiele osób miało okazję doświadczyć fenomenu „wiedzącego pola” – niezwykłego stanu, w którym osoby zaangażowane w pracę jednego z uczestników są w stanie empatyczne odbierać cudze emocje a także , niczym specyficzne „anteny:” odbierać informacje przydatne do znalezienia przydatnego dla danej osoby rozwiązania problemu.

Tradycyjny blok zajęć inspirowanych jogą poprowadziły w tym roku dwie osoby: Leszek Kulmatycki (Wrocław) oraz Kornelia Popek (Rybnik).

Nasz jogiczny „guru” jak go nazywaliśmy, Leszek Kulmatycki poza swoją wulkanicznie niespożytą energią i poczuciem humoru tradycyjnie dostarczał mocnych wrażeń naszym ciałom - bardzo ceniliśmy np. jego sobie miniwarsztaty shiatsu. I - jakby niezależnie i obok zajęć Pawła - Leszek uczył nas wykorzystywać nasze wewnętrzne „maszynerie” w trakcie sesji yoga nidry – specyficznej, zaczerpniętej z yogi klasycznej sztuki relaksacji i wizualizacji. Tegoroczne poranne sesje hatha jogi poprowadziła dla nas Kornelia Popek. Całkiem liczna jak na wczesna porę grupą (oj trzeba było ostro negocjować z Kornelią, żeby się zlitowała przy ustalaniu godziny zajęć) doceniła jej wrażliwość, uważność i profesjonalne podejście do prezentujących rozmaite poziomy zaawansowania adeptów tej sztuki elastyczności i gibkości.

Reszty nie da się w szczegółach opisać. Bo można by monotonnie powtarzać – było jak zwykle co roku o tej porze… „jak zwykle” malowanie wspólnej mandali, ”jak zwykle” odkrywanie ludzi, tworzenie nowych relacji, „jak zwykle” nocne rozmowy, „jak zwykle” śmiech, „jak zwykle” gitary i śpiew, „jak zwykle” taniec do upadłego, „jak zwykle” czas niepodobny do żadnego innego, „jak zwykle” ceremonia herbaty na zakończenie. No cóż… bez wątpienia do zobaczenia za rok!

 

XI wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień 2004 - Polanica Zdrój

Nasz XI wyjazd wakacyjny doprawdy dostarczył nam mnóstwa inspiracji do podróży w głąb, wszerz i poza…tym co bez wątpienia pozostaje w pamięci to spotkanie nowych przyjaciół... tak, jak każda z naszych wakacyjnych grup była niepowtarzalna – ta wzbogaciła nas nowymi twarzami, nowymi myślami i przemyśleniami. To był czas rozmów, czas dzielenia się doświadczeniami - spotkaliśmy się bowiem w wyjątkowej grupie ludzi, którzy w różnych miejscach Polski zajmują się praktyką samorozwoju, dzięki czemu mogliśmy znacząco wzbogacić naszą własna ścieżkę... Ale był to także czas śmiechu, tańca, śpiewu i gitar – czas beztroskiego życia. Tym zaś co nas inspirowało w tym roku była codzienna praktyka hatha yogi i yoga nidry prowadzona z mistrzostwem i... poczuciem humoru przez Leszka Kulmatyckiego, sesje oddechowe oraz wieczorne medytacje muzyczne stanowiące wehikuł do naprawdę dalekich podróży w głąb siebie prowadzone przez Pawła Trzcińskiego a także indywidualna i grupowa praca twórcza nad swoim rozwojem inspirowana NLP oraz ideami B. Hellingera pod kierunkiem Jacka Borowicza.
A Polanica Zdrój? Cóż jako miejsce pobytu sprawdziła się całkiem dobrze – wbrew obawom Leśny Domek który nas gościł zapewniał nam konieczny spokój i odosobnienie – zaś w chwilach kiedy pojawiała się energia śmiechu i zabawy na wyciagnięcie ręki były Różowy Domek, Zielony Domek – i inne przybytki uciech "uzdrowiskowych" z których z rozkoszą korzystaliśmy. Koniec końców – byliśmy na wakacjach...

 

X wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień 2003 - Rudawa

Sierpień 2003 – Rudawa k/ Międzylesia. To nasz dziesiąty wyjazd, było nie było jubileuszowy. Odosobnienie, cisza, wszędzie daleko. Obóz z przygodami... natury organizacyjnej - dla organizatora ostra szkoła oraz niezupełnie zaplanowana okazja do ćwiczeń z asertywności, negocjacji i jasnej komunikacji... ufff... a jednocześnie niesamowita energia uczestników. Częściowo zapewne dlatego, że dzięki internetowi obok „bywalców” i „weteranów” pojawiła się grupa „nowicjuszy”... przybyli oni wraz z ładunkiem otwartości, ciekawości i świeżości. Zaowocowało to mocnymi pracami indywidualnymi i wieloma przeżyciami. Szczególnie mocnym przeżyciem były dla nas w tym roku sesje rebirthigu prowadzone z ogromną empatią, wyczuciem i profesjonalizmem przez Pawła Trzcińskiego. Paweł ponadto „uraczył” nas – podobnie jak w zeszłym roku w Niemojowie - solidną porcją swojej muzyki skonstruowanej w sposób ułatwiający wejście w głęboką relaksację. Wieczorne „leżakowanie” ze słuchawkami na uszach było doprawdy rozluźniające... A ponadto Jacek Borowicz kontynuował eksperymenty z tworzeniem pozytywnej teraźniejszości i przyszłości technikami Huny i NLP a Agnieszka Fok, która ponownie zagościła w naszym gronie, wzmagała skutecznie apetyty uczestników na zmianę i rozwój w trakcie warsztatów wykorzystując zasady Gestalt’u, POP-u i Psychosomatoterapii.

 

 

IX Wakacyjny obóz psychoedukacyjny sierpień 2002 - Niemojów

W sierpniu 2002 spotkaliśmy się w Niemojowie koło Międzylesia. Miejsce jakby wymarzone na tego typu spotkania - niegdyś spora, obecnie prawie opustoszała wioska z ruinami renesansowego pałacu, podupadłym barkowym kościołem otoczony charakterystycznie pokręconymi barokowymi figurami oraz cmentarzem, na którym - o dziwo - zachowało się w dobrym stanie wiele poniemieckich nagrobków. Wieś leży nad brzegiem Dzikiej Orlicy, zero samochodów (autobus przyjeżdżał dwa razy na tydzień!) - no i po przejściu kilkudziesięciu metrów na drugą stronę drogi graniczne przejście turystyczne do Czech. A tam - czeskie gospody, sklepiki (...i zakupy) - a dla wytrwałych Góry Orlickie z przepięknym przełomem Orlicy. Zamieszkaliśmy budynku dawnej szkoły przekształconym w zajazd. Pomieszczenia wypełnione były trochę przypadkową zbieraniną antyków i pseudoantyków tworzących w sumie ciekawą atmosferę. Obok zajazdu coś w rodzaju "ogrodu sztuk": kamienno - metalowe rzeźby o tematyce paleontologiczno - ichtiologicznej przemieszane z elementami westernowymi... ale jakże przyjemnie było tam pić kawę o poranku...
Jak zwykle obiecywaliśmy sobie wiele wolnego czasu i jak zwykle byliśmy bardzo, bardzo zajęci. Program zajęć musiał być niestety zmodyfikowany w porównaniu z pierwotnym założeniami, ale i tak wrażeń było mnóstwo. Niezwykle ciekawe zajęcia przeprowadziła Gosia Janusiewicz - pod jej kierunkiem poznawaliśmy Tarota. Nie była to jednak jakaś kolejna psychotroniczna szkółka wróżek i wróżów amatorów, ani też chałupnicze przepowiadanie przyszłości. Poznawaliśmy znaczenie poszczególnych kart i symboli Tarota poprzez własne odczucia, impresje, medytację nad nimi, dzielenie się swoimi spostrzeżeniami... Były one dla nas zwierciadłem w którym przeglądaliśmy się bez obciążeń wynikających ze znajomości książkowych interpretacji kart... Paweł Trzciński i Jacek Borowicz poprowadzili warsztaty pt. "Huna dobrobytu", w którym stosując techniki Huny i NLP pracowaliśmy nad uruchamianiem wewnętrznego źródła dobrobytu i bogactwa. Był także czas na sesje rebirthingu oraz medytację. Tu doświadczyliśmy niezwykłego oddziaływania dźwięku. Paweł Trzciński przygotował "własnoręcznie" medytację muzyczną opartą o specjalnie dobrane dźwięki służące wprowadzeniu umysłu w stan głębokiej medytacji. Wyposażeni w słuchawki wyruszaliśmy co wieczór w tą niezwykłą podróż w głąb siebie dzięki muzyce Pawła...


VIII Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 2001 - Trzebiechów k / Sulechowa

TrzebiechowDoprawdy, mamy nosa do niezwykłych miejsc...tym razem całkiem niedaleko naszej Klenicy, w Trzebiechowie, odkryliśmy okazały pałac pruskiej rodziny von Reuss. Zamieszkaliśmy w pomieszczeniach internatu (obecnie mieszą się tam szkoły: podstawowa oraz gimnazjum) do którego trzeba było wspinać się po spirali schodów liczącej ok. 70 stopni. I tak zaliczaliśmy te schody minimum 6 razy dziennie (posiłki były w stołówce w piwnicy) - jeżeli doliczyć wyprawy "do miasta" czy na spacer w okazałym acz zdziczałym parku, zamieszkiwanym przez posąg bezgłowego Buddy - zaprawa fizyczna była całkiem niezła! Do tego hatha yoga z Leszkiem Kulmatyckim - w porywach 2 razy dziennie... uff! W Trzebiechowie zadebiutowała Kasia Plucińska prowadząc zajęcia z artoterapii, w ramach których malowaliśmy zespołowo i indywidualnie mniejsze, większe i całkiem ogromne obrazy. Pracując z Jackiem Borowiczem poznawaliśmy możliwości rozwoju kryjących się w procedurach działania opartych na Hunie, zaś Paweł Trzciński prowadził medytację Huny przy skomponowanej przez siebie muzyce...

 

 

VII Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 2000 - Niedamirów k / Lubawki

Niedamirow 2Powróciliśmy do Niedamirowa - tym razem mieszkając w superekologicznym Domu Trzech Kultur "Parada". To miejsce - a zwłaszcza jego gospodarze - warci są poznania sami w sobie...Tym razem wędrowaliśmy poza granice wyobraźni inspirując się wraz z Agnieszką Fok szamańskim podejściem do życia i rozwoju, przekraczając z Jackiem Borowiczem nasze mentalne ograniczenia przy użyciu narzędzi programowania neurolingwistycznego (NLP). Całkiem praktycznie przekraczaliśmy pobliską granicę państwa polskiego w celu dokonania zakupu czeskich artykułów pierwszej potrzeby. Przekroczeniem granic wyobraźni było także spożywanie posiłków przygotowanych przez naszą gospodynię Beatę - posiłków, które same w sobie bywały istnymi dziełami sztuk plastycznych...


VI Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1999 - Niedamirów k / Lubawki

Niedamirow 1Odkryliśmy tę niewielką wioseczkę tuż przy czeskiej granicy jako miejsce przyciągające "odmieńców", pragnących stworzyć nową jakość w swoim życiu. Zamieszkaliśmy w "Ziemowicie" - ośrodku prowadzonym przez ludzi , którzy opuścili wielki świat (konkretnie stolicę) szukając tu swojego sposobu na życie. A my znowu swoje - rebirthing, inspirowane NLP zajęcia dotyczące ukrytego znaczenia naszych imion, Agnieszka Fok urządzała nam "procesy" POPowskie (czyli poddawała nas terapii zorientowanej na proces). Wizyta w Domu Trzech Kultur "Parada", prowadzanym przez 100% ekologiczne małżeństwo plastyków, zaowocowała warsztatami plastycznymi, w trakcie których pracowicie lepiliśmy rzeźby z gliny starając się jednocześnie poprzez proces rzeźbienia nawiązywać kontakt z drugim człowiekiem. Mnóstwo uciechy sprawiły nam wizyty w Czechach - dzięki przejściu turystycznemu oddawaliśmy się "syndromowi kolonijnemu" - tj. szałowi zakupów w wiejskim sklepiku - nie da się ukryć, ze największe "branie" miały czeskie płynne produkty rozweselające...a wieczorami niektórzy radowali się Kayhą i Beregovicem - a inni niekoniecznie...

 

 

V Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1998 - Klenica k / Sulechowa

Klenica 2...powróciliśmy do Klenicy, która w międzyczasie wypiękniała, wyporządniała - chyba tracąc trochę ze swojego uroku... gdzieś rozeszły się sofy i fotele na których siadywaliśmy w 1995 r. W zamian pojawiła się jednak jasna przestrzeń uporządkowanego parku, w którym spędzaliśmy mnóstwo czasu naszych zajęć. Agnieszka Fok tradycyjnie prowadziła nas poprzez proces życia przy użyciu technik terapii zorientowanej na proces, Jacek Borowicz uczył pisania bajek przy wykorzystaniu technik programowania neurolingwisytcznego (NLP), oczyszczaliśmy się dzięki oddechowi w sesjach rebirthingu.

 



 

IV Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1996 - Borowice k / Jeleniej Góry

BorowiceDeszcz, deszcz i znowu deszcz... a my będąc w Borowicach, w sercu Karkonoszy mieszkaliśmy w... "Tatrach"! Było to zabawne bytowanie, ponieważ pensjonat dzieliliśmy ze zwykłymi wczasowiczami, którzy - biedeńcy - przemykali chyłkiem się bokami - byliśmy chyba dosyć ekspansywni... ale na imprezach tanecznych bawili się razem z nami. Tego roku ponownie pracowaliśmy z Leszkiem Kulmatyckim na sesjach hatha yogi nad giętkością naszych kręgosłupów i karków, Agnieszka Fok pomagała nam zaprzyjaźnić się z naszymi emocjami na sesjach gestaltowskich, Jacek Borowicz wprowadzał nas w tajniki pracy metodami programowania neurolingwistycznego (NLP) ucząc nas pracy w transie i kręcenia pozytywnych filmów ze swego życia, a z Pawłem Trzcińskim medytowaliśmy przy muzyce.

 

 

 

III Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1995 - Klenica k / Sulechowa

Klenica 1W sierpniu 1995 r. zawędrowaliśmy do Klenicy koło Sulechowa , gdzie zamieszkaliśmy w radziwiłłowskim pałacyku myśliwskim funkcjonującym jako młodzieżowy ośrodek socjoterapii wraz ze szkołą i internatem, prowadzony wówczas przez grupkę "szaleńców bożych". Nasze zajęcia odbywały się w rozległych, noszących ślady dawnej piękności salach - kominkowej i balowej. Salę kominkową wypełniała zupełnie nieprawdopodobna zbieranina foteli i sof wszelkich kształtów i kolorów - efekt zagranicznej pomocy charytatywnej dla ośrodka. I te fotele i sofy były scenerią naszych zajęć - kreatywnej mandali, którą malowaliśmy, śpiewaliśmy i tańczyliśmy, wieczorów z bajką, w trakcie których medytowaliśmy nad znaczeniem baśni i mitów, sesji oddechowych z Jackiem Borowiczem oraz warsztatów pisania haiku z Anią Gutowską. Po raz pierwszy trening gestaltowski poprowadziła dla nas wtedy Agnieszka Fok...

 


 

 

II Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1994 - Przesieka k / Jeleniej Góry

PrzesiekaTym razem naszym miejscem okazał się... młyn w Przesiece - całkiem zabytkowe domostwo, w którym przez kilka wcześniejszych lat funkcjonowała sangha buddyjska. Dom z niezwykłą energią i pięknym wystrojem, częściowo zaanektowany w czasie naszego pobytu przez nowego właściciela - postamerykańskiego Polonusa powracającego na rodzinną ziemię, którego żona ozdabiała buddyjskie pokoje staropolskimi makatkami i gustownymi kozetkami. Poza tym, pani ta chyba trochę nas się bała... Po raz pierwszy naszymi ciałami zajął się energicznie Leszek Kulmatycki, z którym poznawaliśmy tajniki hatha yogi. Jacek Borowicz prowadził nas przez oddech w czasie sesji rebirthingu a była właścicielka domu, nieco tajemnicza buddystka Joanna, sadzała nas w zazen wystawiając nasze stawy kolanowe na wielką próbę, Paweł Trzciński zaś prowadził dla nas niezwykłe lekcje z "Kursu Cudów".

 

I Wakacyjny obóz psychoedukacyjny VIII 1992 - Brunów k / Lwówka Śląskiego

BrunowNasz pierwszy wspólny wyjazd na tak dużą skalę, to wielki eksperyment z niespodziankami - począwszy od miejsca zamieszkania. Nasz przyjaciel, znakomity psycholog i poeta Wiesiek Gomulski, zareklamował nam stary, poniemiecki młyn koło Lwówka Śląskiego, własność jego znajomych rozkręcających tam interes z prywatną elektrownią wodną. Pierwsze (i jedyne - bo robione w ostatniej chwili) oględziny wypadły dosyć szokująco - młyn okazał się budynkiem mogącym pomieścić pułk wojska, tyle że, delikatnie mówiąc, był nieco zdekapitalizowany. Do zamieszkania nadawały się w sumie dwa małe pokoiki, zapewne po młynarzu, do tego kuchnia i klopik. Ale na zmianę decyzji o organizacji imprezy było już za późno - przywiedliśmy więc niczego złego nie spodziewających się uczestników do tego miejsca. I tak bytowaliśmy na kupie w dwóch pokoikach (plus małe pomieszczenie odkryte w podziemiach ), samodzielnie gotując, urządzając kąpiele w odległej żwirowni albo w skrajnej desperacji w odnodze Bobru, nad którą wznosił się nasz młyn, stale zagrożeni wybuchem zapchanej toalety i atakiem szerszeni, wyraźnie zirytowanych naszą obecnością. A do tego ogłuszający, poranny śpiew ptaków, nieprawdopodobnie rozgwieżdżone nocne niebo, sesje oddechowe na świeżym powietrzu, ćwiczenia afirmacyjne w tajemniczych zakamarkach młyna (Jacek Borowicz), twórcze myślenie w zagajnikach porastających zbocza pobliskiej góry (Janusz Kujawski) oraz ćwiczenia tai chi o poranku. Maja Flank ze swym niesamowitym talentem do zaprzyjaźniania się z tubylcami organizowała nam dokarmianie przy pomocy wiejskich produktów (aczkolwiek dzielna Grażyna Sobolewska olbrzymie kabaczki przywiozła z samego Wrocławia!). A wędrówki, spacery, a noclegi pod gwiazdami...



Ośrodek Spotkań AKADEMIA ŻYCIA we Wrocławiu,
telefon kontaktowy: Jacek - 0501 427 460
borowicz@prawo.uni.wroc.pl